Warszawska Masa Krytyczna
Blog Mobilność Warsaw Smart City

Co dalej z Warszawską Masą Krytyczną?

Nowy dyrektor Zarządu Dróg Miejskich włożył kij w mrowisko. Łukasz Puchalski zapytał, czy dotychczasowa formuła funkcjonowania Warszawskiej Masy Krytycznej nie wyczerpała się. Od razu rozgorzała internetowa dyskusja, pełna nienawiści do tej chyba jedynej regularnej demonstracji w Warszawie. Swoje oświadczenie wydali też organizatorzy Masy.

Zawsze dziwię się, że WMK budzi aż tak negatywne emocje. Chcę wyraźnie napisać: KORKI W WARSZAWIE NIE SĄ EFEKTEM WARSZAWSKIEJ MASY KRYTYCZNEJ. A takie wrażenie odnoszę czytając komentarze pod wszystkimi artykułami o Masie. Choć WMK jeździ tylko w ostatni piątek miesiąca i to od godziny 18, to korki w Warszawie są we wszystkie dni robocze i to na długo przed godziną 18. Ktoś zaprzeczy? A może faktycznie korki są tylko w ostatni piątek miesiąca po 18. Jeśli tak, to nie ma problemu!

Korki w mieście to bardziej złożona kwestia niż tylko przejazdy Masy: dziesiątki lat zaniedbań w źle projektowanej infrastrukturze drogowej, wciąż niedostateczny rozwój komunikacji zbiorowej, czy mentalne przywiązanie wielu naszych rodaków do samochodu jako symbolu statusu społecznego. Mierzalnym dowodem tego jest ponad 600 samochodów na 1000 mieszkańców w Warszawie. W Berlinie czy Wiedniu ten współczynnik wynosi około 300…

Nie będę ukrywał, że lubię te przejazdy rowerowe ulicami Warszawy. To świetna i luźna atmosfera sprzyjająca integracji środowiska wokół wspólnej sprawy jaką jest poprawa infrastruktury rowerowej w stolicy. Efekt tej integracji można zaobserwować m.in. po rezultatach głosowania na projekty zgłoszone do budżetu partycypacyjnego. W czasach wszechobecnego po 1989 r. skrajnego indywidualizmu ta forma wspólnotowości musi być doceniona, nawet przez osoby niepodzielające postulatów WMK.

Przez 17 lat comiesięcznych przejazdów Masa odniosła niewątpliwy sukces jako demonstracja na rzecz rozbudowy i poprawy stanu infrastruktury rowerowej w Warszawie. Nasze miasto zmieniło się nie do poznania, zarówno pod względem warunków dla poruszania się po mieście na dwóch kółkach, jak i podejścia decydentów i urzędników, którzy dziś temat rowerowy traktują – z pewnymi wyjątkami – jako pełnoprawny temat komunikacyjny w stolicy. Przypomnę, że jeszcze nie tak dawno temu stołeczni urzędnicy wygadywali tak absurdalne kwestie: „Nie przesadzajmy z budową ścieżek rowerowych” (prezydent Warszawy Lech Kaczyński, 2003 r.) czy „Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć” (Marek Woś, rzecznik ZDM, 1998 r.). Pozytywny efekt Masy to również zmiana świadomości tysięcy mieszkańców, którzy pedałując na co dzień do szkoły czy pracy głosują za rozwojem komunikacji rowerowej w Warszawie.

Nie mam wyrobionego zdania w sprawie przyszłości WMK. Być może faktycznie warto rozważyć przejazdy w weekend. Nie wiem. Jednak odnoszę wrażenie, że nic to nie zmieni, jeśli chodzi o emocje: ten sam hejt będzie wylewał się z internetu, czego przykładem są powtarzające się dyskusje przed dwoma warszawskimi maratonami, które organizowane są przecież nie w piątek, lecz w … niedzielę. Wczoraj już się zaczęło, gdy została ogłoszona nowa trasa PZU Maratonu Warszawskiego. Bo stojącym w korkach hejterom nie chodzi o domniemaną „szkodliwość” Masy – po prostu jest ona dla nich idealnym celem słownych ataków.

Nie mam wyrobionego zdania w sprawie przyszłości Masy. Tego zdania nie powinien też mieć dyrektor ZDM. Ani nie leży to w jego kompetencjach, ani nie wypada, aby ważny urzędnik publiczny mówił mieszkańcom w jakiej sprawie, kiedy, gdzie i w jaki sposb organizują swoje zgromadzenia publiczne. Bo Warszawska Masa Krytyczna to przede wszystkim korzystanie przez obywateli z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. Dopóki znajdują się mieszkańcy, którzy uznają, że ich postulaty są niezaspokojone, dopóty mają prawo protestować. Nawet w formie comiesięcznych przejazdów rowerowych.