Monitoring wizyjny
Bezpieczeństwo Blog Infrastruktura Przestrzeń

Czy monitoring wizyjny powinien być ostrzej regulowany?

W komentarzach pod wywiadem z dyrektorem ds. rozwoju biznesu w Axis Communications jeden ze stałych czytelników skierował kilka uwag pod moim adresem. Z jednej strony, komentator zarzucił mi zamieszczanie materiałów sponsorowanych, a z drugiej – promowanie monitoringu wedle zasady „bez kamer wszyscy zginiemy”. Ponieważ oba zarzuty są dla mnie krzywdzące, w tym wpisie chcę na nie odpowiedzieć.

Czy zamieszczam materiały sponsorowane?

Zacznę od zarzutu zamieszczania rzekomych materiałów sponsorowanych.

Po pierwsze, Smart City Blog jest w pierwszej kolejności… blogiem. Przedstawiam tutaj swój punkt widzenia. Zamieszczam materiały, co do których jestem przekonany i które uznaję za interesujące dla moich czytelników. Dobór treści jest subiektywny. Oparty o moje postrzeganie tematyki smart city, moje doświadczenia w tym zakresie oraz zamiar promowania interesujących mnie tematów i rozwiązań. Taka natura bloga. Dodatkowym kryterium jest ograniczony dla mnie dostęp do materiałów, choć cały czas pracuję nad tym zagadnieniem.

Po drugie, wywiad – który stał początkiem dyskusji – powstał podczas mojego pobytu na Smart City Expo World Congress w Barcelonie. Byłem tam na zaproszenie firmy Axis Communications. Nigdy nie ukrywałem tego faktu przed moimi czytelnikami. Co więcej, w każdej relacji z tego wyjazdu podkreślałem tę informację i dziękowałem firmie za zaproszenie. I nadal jej dziękuję za możliwość udziału w największych na świecie targach dotyczących inteligentnych miast. Co więcej, zamierzam napisać jeszcze jeden tekst z tego wyjazdu – o rozwiązaniach zaprezentowanych przez moich gospodarzy w Barcelonie.

Po trzecie, na Smart City Blogu nigdy nie było materiałów sponsorowanych, czyli materiałów zewnętrznych publikowanych za kasę. Owszem, pojawiały się (w sumie nieliczne) wpisy będące elementem mojej szerszej komercyjnej współpracy z jakimś podmiotem. Np. relacja z wydarzenia, na które byłem odpłatnie zaproszony jako moderator. Ale takie wpisy zawsze miały charakter autorski i jednocześnie nie zawsze w 100% taki, jakby chcieli moi partnerzy. Zdarzało mi się też odmówić publikacji za kasę materiału sponsorowanego. Zdarzało mi się rówież odmówić współpracy, gdy miałem wątpliwości co do poziomu firmy lub rozwiązania przez nią oferowanego.

Na Smart City Blogu znajdują się działy (np. Aktualności), w których publikuję teksty podmiotów zewnętrznych. Zazwyczaj otrzymuję je w formie komunikatów prasowych. Publikuję nieodpłatnie, zgodnie z moimi subiektywnymi kryteriami, o czym napisałem powyżej.

Czy promuję monitoring wizyjny?

Kwestia monitoringu wizyjnego, poruszona przez mojego czytelnika w komentarzu, wydaje się zdecydowanie ważniejsza. Bezpośrednio dotyczy rzeczywistości, w której żyjemy.

Czy promuję monitoring? Absolutnie nie. Wie to każdy, kto spędzi 10 minut na ulicach polskich miast. Monitoring nie wymaga promowania, bo jest on już dziś wszechobecny. Ten publiczny, organizowany przez miasta i inne podmioty administracji publicznej. Ale też ten prywatny. Zresztą trudno zarzucić mi promowanie monitoringu obywateli, gdy jakiś czas temu zachęcałem do lektury książki Marca Elsberga Zero, będącej beletrystycznym ostrzeżeniem przez zagrożeniami nadmiernej inwigilacji.

Pragnę podkreślić, że monitoring wizyjny nie jest sam w sobie zły, nie jest biało-czary. Kamery to tylko sensory, które dostarczają informacji – tak jak czujniki jakości powietrza czy liczniki liczby osób w pojazdach komunikacji zbiorowej. Są narzędziem, którego używanie może być pożyteczne. Ale może przyczyniać się do patologii i zagrożeń, szczególnie w zakresie naszej prywatności oraz wolności obywatelskich. Osobiście uważam, że ta dziedzina wymaga dyskusji. W Polsce, ale szerzej na całym świecie. Trzeba rozmawiać, jak wszechobecność kamer ucywilizować i poddać kontroli zarówno podmiotów publicznych, jak i kontroli społecznej.

Osobiście, większe obawy mam co do monitoringu prywatnego. Kamerki w samochodach uważam za samoobronę obywateli. Polskie państwo i samorządy nie potrafią i chyba nie chcą przywołać kierowców do porządku. Problem za to stanowią coraz częściej pojawiające się prywatne kamery, działające na granicy obszarów prywatnych i publicznych, ale zazwyczaj obejmujące zasięgiem obszar publiczny. Przykład? Kamery umieszczane w ścianach biurowców, które są w stanie rejestrować obraz z okolicznych chodników i ulic. W przypadku korporacji można mieć pewne nadzieje (tylko nadzieje), że obraz z takich kamer jest w odpowiedni sposób zabezpieczony przed niewłaściwym użyciem. Przy mniejszych projektach bezpieczeństwo zbieranych danych może być fikcją. A ile jest takich kamer instalowanych przez syna właściciela sklepu?

Ale jest coś gorszego. Dziś nie ma w jednym miejscu zebranej wiedzy o kamerach prywatnych, ale obserwujących również publiczne tereny. Uważam, że minimum zmian, jakie powinno zostać wprowadzone, to obowiązek rejestracji tego typu urządzeń w rejestrze prowadzonym, np. przez gminę. Choć w rzeczywistości warto pójść o krok dalej. Proponuję włączać obraz z takich kamer do sieci monitoringu miejskiego. Taka społeczna odpowiedzialność biznesu. Chcesz monitorować granicę swojej prywatnej posiadłości? Podziel się obrazem z centrum miejskiego monitoringu.

Regulacje dla monitoringu wizyjnego – temat do dyskusji

To oczywiście prowadzi nas do zasadniczego pytania. Czy monitoring publiczny nie jest lub nie będzie nadużywany, np. do bezprawnego śledzenia obywateli, lub wykorzystywany do działań bezprawnych przez osoby mające do niego dostęp? Pokusa dla rządzących jest duża. W państwach niedemokratycznych i autorytarnych nie mam wątpliwości, że tak się będzie działo. W demokracjach nie wyobrażam sobie scenariusza innego niż, co do zasady, wykorzystanie legalne i w granicach prawa. Gdy zaś dojdzie do naruszeń, powinno być to poddane kontroli sądowej.

W rzeczywistości powyższe pytanie dotyczy naszego zaufania do instytucji publicznych. Im większe, tym mniejsze nasze wątpliwości. Dlatego ważne jest znalezienie modelu realnej kontroli, w tym również jakieś formy kontroli społecznej, nad systemami monitoringu wizyjnego.

I to jest problem, nad którym warto się pochylić. Nie dyskutujmy, czy monitoring wizyjny ma być (bo on już jest). Rozmawiajmy o tym, jak powinien być regulowany, do czego i przez kogo może być wykorzystany, jak go zabezpieczać, a nagrane materiały przechowywać i anonimizować.

Dyskusja w komentarzach pod wywiadem nie zakończyła się źle. Zaproponowałem rozmówcy, że – jeśli to jest dla niego ważny temat – powinien zorganizować dyskusję o monitoringu z udziałem zainteresowanych stron. Mój rozmówca propozycję przyjął, a ja potwierdziłem wolę udziału w rozmowie. Czas na debatę o monitoringu wizyjnym w miastach.

Zdjęcie, grafika: Pixabay