Kamera monitoringu
Bezpieczeństwo Blog Idea smart city

Inwigilacja u Elsberga: fikcja, przyszłość czy już teraźniejszość? [RECENZJA]

W ubiegłym roku namawiałem do przeczytania książki Marca Elsberga „Blackout”. W lutym br. miała miejsce premiera kolejnej książki tego austriackiego pisarza. „Zero” opowiada o tym, jak nowoczesne technologie komunikacyjne umożliwiają inwigilację wszystkich i wszystkiego przez rządy, korporacje, media i zwykłych użytkowników internetu.

„Jak często w ostatnich dniach również w tym momencie Cyn (główna bohaterka książki – przy. SCB) ma wrażenie, że gra w jednym z filmów science fiction, którego bohater budzi się po długim śnie w obcej mu przyszłości. Tyle tylko że ta przyszłość jest już teraźniejszością.” – ten cytat świetnie oddaje atmosferę fikcyjnej fabuły, która także czytelnikowi jawi się jakby działa się tu i teraz.

O czym jest „Zero”? Mamy dziennikarkę średnim wieku, która używa telefonu komórkowego wyłącznie do rozmawiania (ktoś jeszcze pamięta taka funkcję?). Jej córkę i przyjaciół, którzy żyją niemal wyłącznie w wirtualnym świcie. Złych i dobrych (tytułowy „Zero”) hackerów i aktywistów internetowych, którzy z tylnego fotela (nie)chcą sterować światem. Jest rząd demokratycznego państwa, które prawa swoich obywateli ma na pewno w konstytucji. Jest portal społecznościowy, którego właściciel – start-up z USA – chce za jego pośrednictwem rządzić światem. W końcu są media i ich kolosalne oddziaływanie na to, jak myślimy i co robimy. Autor książki doprowadza do zderzenia interesów maluczkich (dziennikarka) z interesami tych wielkich (media, rządy, korporacje). A w tle toczy się debata o prywatności we współczesnym świecie, inwigilacji obywateli, bezpieczeństwie danych, big data, czy wreszcie bezpieczeństwie państw i świata.

Marc Elsberg, Zero (okładka)Warto przeczytać najnowszą książkę Elsberga nie tylko dlatego, że dzieje się w metropoliach (Londyn, Wiedeń, Nowy Jork), które uchodzą za wzorce wdrażania rozwiązań smart city, gdzie zagrożenia dla prywatności w związku ze stosowaniem nowoczesnych technologii są największe. Polecam tę lekturę, bo jest ona interesującym, beletrystycznym ostrzeżeniem. Szczególnie dla osób, które do końca nie zdają sobie sprawy, w jaki sposób i w jak  ogromnej ilości zostawiają ślady swojej cybernetycznej aktywności: odwiedzane strony, wysyłane maile i smsy, hasła, numery kont bankowych i kart kredytowych, adresy, dane kontaktowe, informacje o zdrowiu, rodzinie, przyjaciołach i znajomych, o codziennych przyzwyczajeniach, swoich zwyczajach komunikacyjnych, zainteresowaniach, miejscach spędzania czasu wolnego. Z pozoru te dane występują w oderwaniu od siebie, są zanonimizowane, a więc stosunkowo niegroźne. W większości wypadków tak jest, dopóki tych danych ktoś nie połączy razem i nie przypisze do konkretnej osoby. A to jest przecież możliwe i już się dzieje.

Tak czynią – oczywiście, tylko w pewnym zakresie – reklamodawcy internetowi. Nie mieliście czasem wrażenia, że po wizycie na stronie np. sklepu internetowego, zalogowaliście się do Facebooka i zaraz ukazała się reklama tegoż sklepu? Przypadek? Nie. Raczej dobre targetowanie reklam z wykorzystaniem śladów, które po sobie pozostawiliście na stronie sklepu… Wyobraźcie sobie jednak, że pozostawione dane zaczynają gromadzić ludzie, którzy chcą Was okraść: znają godziny wyjścia z domu i powrotu z pracy, mogą online obserwować miejsce pobytu (tak, tak, smartfon!), wiedzą co i gdzie kupujecie…

Z drugiej strony dane o naszych zachowaniach mogą być pomocne. W wymiarze indywidualnym możemy otrzymywać lepiej sprofilowane reklamy czy sugestie stron w wyszukiwarkach. Ale dzięki danym można też lepiej zarządzać np. miastem. Gdy władze miasta znają zachowania użytkowników komunikacji miejskiej i posiadaczy samochodów, to mogą lepiej planować zmiany w systemie komunikacji. Pytanie tylko, ile tych danych o swoich mieszkańcach powinny mieć władze miast.

Kilka lat temu w Warszawie była głośna dyskusja nt. gromadzenia przez Zarząd Transportu Miejskiego danych nt. kasowania (przykładania do czytników) Warszawskiej Karty Miejskiej (WKM). Obrońcy prywatności zwracali uwagę na zagrożenie prywatności użytkowników WKM poprzez możliwość przypisania konkretnym osobom odbywanych przez nich tras podróży. Do sprawy wmieszał się Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych i po pewnych zmianach zezwolił ZTM gromadzić takie dane, ale bez możliwości ich łączenia z konkretnymi osobami. O bezpieczeństwie danych osobowych w kontekście kart miejskich, a także innych zagrożeniach można poczytać na stronie Fundacji Panoptykon.

Tym, którym po przeczytaniu książki „Zero” zacznie chodzić po głowie myśl z rezygnacji z internetu i smartfona (to i tak nic nie da…), polecam jednak zachować spokój. Warto poczytać o ochronie prywatności w epoce cyfrowej, np. zaczynając od strony Niebezpiecznik i zaprezentowanych tam 19 rad jak się bronić przed podglądaniem przez policję i służby 😉

 

Fot. Pixabay