Warszawa
Blog Lifestyle Mobilność Warsaw Smart City Wywiady

Karol Kasprzyk: Myślę o porzuceniu auta na rzecz skutera miejskiego [wywiad]

O poruszaniu się po Warszawie rozmawiam z Karolem Kasprzykiem, przedsiębiorcą, informatykiem, właścicielem firmy VATIM Computers Sp. z o.o. Tym wywiadem rozpoczynam nowy cykl tekstów na Smart City Blog – rozmów ze zwykłymi użytkownikami miast, twórcami rozwiązań dla miast, decydentami miejskimi.

Na początek rozmowa z człowiekiem, który chce i potrzebuje sprawnie przemieszczać się pomiędzy różnymi lokalizacjami w Warszawie. Jaki środek transportu jest jego pierwszym wyborem? Jak ocenia komunikację publiczną w stolicy? Wybiera Ubera czy taksówkę? Jak zamierza zmienić swoją osobistą politykę transportową? Zapraszam.


Karol KasprzykKarol, od mniej więcej ćwierćwiecza jesteś przedsiębiorcą w branży IT działającym na terenie Warszawy. Gdybyś dziś zakładał biznes, to pewnie określiłbym Ciebie jako startupowca. Ale nie o IT chcę z Tobą porozmawiać, lecz o tym, o co wielokrotnie spieraliśmy się w mediach społecznościowych. O poruszaniu się po wielkim i rozległym mieście jakim jest Warszawa. Jak przemieszczasz się po stolicy?

Swoje zainteresowanie profesjonalną informatyką zacząłem już w czasach liceum, a więc faktycznie dobijam do ćwierćwiecza kariery w tej branży 😊 Zgadza się też, że toczymy czasem zażarte dyskusje na łamach forów miejskich na temat różnych rozwiązań związanych z poruszaniem się po mieście i ścieżek rozwoju komunikacji miasta. Z racji na charakter mojej pracy – praktycznie pełna dyspozycyjność 7×24 – oraz fakt, że moim podstawowym narzędziem pracy jest dość dużych gabarytów i sporej wagi laptop w dużym i ciężkim plecaku z szeregiem różnych gadżetów w środku, najwygodniejszą opcją dla mnie jest samochód. Wychodzę z domu, wrzucam plecak do auta, jadę szybko i bezpiecznie tam, gdzie w danym momencie potrzebuję i kiedy potrzebuję. A wychodzę czasem o naprawdę nietypowych porach dnia i nietypowych datach, jak np. w nocy w święta.

Czyli samochód jest dla Ciebie idealny?

Prywatnie często jeżdżę popływać na desce za wyciągiem (wakeboard), a wyciągi są zwykle na obrzeżach miasta lub pod Warszawą. Duża deska plus duża torba ze sprzętem – tutaj słabo się widzę w komunikacji miejskiej. No i czas dojazdu do większości wakeparków byłby wtedy nieakceptowalnie długi. Więc w takich sytuacjach – tak, auto jest dla mnie idealne.

W życiu zawodowym – coraz częściej zauważam jednak pewne wady samodzielnego poruszania się własnym autem. Głównie chodzi o stanie w korkach i związaną z tym stratę czasu, do tego koszty paliwa i parkingu oraz o nieproduktywność zawodową podczas samodzielnego kierowania autem. O ile w nocy korków nie ma, poruszanie się jest szybkie, sprawne i tanie, a parking miejski darmowy, to w dni robocze w środku dnia – no już tak różowo nie jest ☹. Najpierw się powoli jedzie, czy wręcz stoi w korku, a potem dochodzi jeszcze procedura poszukiwania miejsca parkingowego. Np. okolice Krucza – Żurawia to często dojazd miałem szybki, w 10-15 minut, ale szukanie miejsca na zaparkowanie – to dalsze 15-20 minut…. Czyli bez sensu. No i ważna też jest opcja zmęczenia po wielu godzinach pracy, często bowiem pracuję w nocy… To kiedy te auta z trybem w pełni autonomicznym mają wejść do sprzedaży??? 😉

Rozumiem, że w Twojej branży jeżdżenie od klienta do klienta autobusem, tramwajem czy metrem nie wchodzi raczej w grę. Ale z komunikacji zbiorowej czasami korzystasz?

Z komunikacji zbiorowej w sensie autobusy, metro, tramwaje czy pociągi korzystam, czym Cię zmartwię, stosunkowo rzadko. W sumie to głównie prywatnie, jak jadę na spotkanie ze znajomymi czy na rolki na Pola Mokotowskie. Sporadycznie – jak wracam z serwisu, po odstawieniu samochodu. Znacznie częściej korzystam już z opcji taksówki czy coraz częściej Ubera – to jest dla mnie całkiem wygodna i sensowna opcja, bo łączy zalety poruszania się autem z tym, że mogę pracować w czasie jazdy. I nie martwię się o czas wymagany na znalezienie miejsca plus koszty parkowania pod siedzibą klienta, a te koszty potrafią dochodzić do 50 PLN w skali dnia.

Jeżdżenie do klienta środkami komunikacji miejskiej w mojej pracy nie wchodzi w grę także z kilku innych powodów praktycznych. Na przykład: nie wszystko mogę wysłać moim klientom wprost kurierem od dostawcy. Część rzeczy najpierw musi przyjść do mnie, muszę to zainstalować i dopiero zawieźć. A że są to rzeczy albo duże, albo drogie – jest problem z poruszaniem się z nimi „pod pachą” środkami komunikacji miejskiej. Inny problem natury praktycznej – mój plecak z laptopem i akcesoriami – waży ok. 10kg. Tak, wiem, dużo, ale mam tam mnóstwo różnego potrzebnego mi do pracy i komunikacji sprzętu. I tu pojawia się kwestia komfortu oraz zdrowia – można się umęczyć oraz napocić nosząc na plecach długo taki plecak, w szczególności latem.

Kolejny, bardzo istotny parametr – to temperatura i wilgotność otoczenia, w szczególności jesienią, wiosną i w zimie to ma kolosalne znaczenie. Po prostu laptop nie może mi się schłodzić poniżej 10 stopni Celsjusza, ani nie może zaparować. Inaczej – muszę czekać, nawet do 30 minut na jego ogrzanie i osuszenie, zanim zacznę pracę. A w mojej pracy czas to pieniądz, zresztą tego czasu i tak mam wiecznie za mało.

Jak oceniasz – z punktu widzenia okazjonalnego użytkownika – stołeczną komunikacje zbiorową?

Paradoksalnie, komunikację miejską oceniam bardzo dobrze! 😊 Tabor mamy coraz nowocześniejszy, autobusy coraz częściej mają, i to sprawnie działającą, klimatyzację. Chwalę sobie także system komunikacji miejskiej. Metro to już w ogóle klasa sama w sobie, nie ma co zachwalać tego, co jest oczywistą oczywistością. Po prostu zawsze chłodno i szybko, tylko czasem komórki nie działają. Problemem jest tylko to, że dość często muszę jechać w miejsca, gdzie komunikacja nie dochodzi (np. klient na bardzo dalekim Bemowie) lub dociera, ale chodzi tak rzadko, że znowu czas, czas, czas…

Samo zaś poruszanie się po mieście, w dobie buspasów, tramwajów, metra – jeśli tylko nie ma słabej aury – jest w porządku i przyznam się, że nawet lubię się nimi przejechać, bo zawsze to kontakt z żywymi ludźmi, a autem generalnie jeżdżę sam. Mam jednak obawę, że poruszając się po mieście jako pieszy zwiększam wielokrotnie szansę na kradzież mi, czy nawet samo uszkodzenie fizyczne, mojego laptopa, a to dla mnie oznaczałoby poważny problem zawodowy. Dlatego komunikacją miejską poruszam się właściwie tylko wtedy, gdy nie mam ze sobą plecaka czy innych  pakunków.

Jak na użytkownika przede wszystkim samochodu, to faktycznie masz nietypową opinię o warszawskim zbiorkomie. Zazwyczaj od kierowców słychać, że komunikacja miejska jest beznadziejna… Dostrzegasz jakieś słabości?

Mam zastrzeżenie takie, które zgłaszam gdzie się da i komu się da, że nasze miasto za mało inwestuje w środki transportu napędzane hybrydową energią. Za mało jeździ autobusów hybryd, czy napędzanych cichymi silnikami na coraz tańszy gaz ziemny. Za mało też jest linii tramwajowych. No i nie powróciły trolejbusy – mimo wielu zapowiedzi miasta. A autobusów w pełni elektrycznych mamy bodajże kilka sztuk. To, jak na 2017 rok, raczej dość żenująca statystyka jak na podobno nowoczesną stolicę europejską…

To przejdźmy do tematu drażliwego dla taksówkarzy, ale w erze sharing economy nie mogę o to nie spytać. Uber, taksówka czy jeszcze coś innego i dlaczego?

Taksówki, w dobie powszechności aut i nawigacji komputerowych, moim zdaniem są zbyt drogie, maja ceny wyższe zwykle ok. 50%, a czasem nawet 100% niż konkurencyjne formy przewozu osób. I nie dają mi w zamian praktycznie żadnej wartości dodanej. Stąd korzystam nie z regularnego taxi, a z jednej firm transportu osób, która sprawnie rozwozi mnie po mieście. Na koniec miesiąca wystawia zbiorczą fakturę, co jest dla mnie wygodne i ważne, bo 90% takich jazd mam jako przejazdy związane z pracą zawodową.

Zaczynam także korzystać z Ubera, ale głównie poza Warszawą.Za granicą to świetna opcja, niedawno testowałem Ubera w Bangkoku i polecam go tam bardzo. Niestety, Uber nie wystawia faktur, tylko jakieś dziwne zestawienia podróży. A ja wolę pełnoprawną fakturę zbiorczą otrzymywać. Choć stwierdzam, że zamawianie przez apkę uberową jest wygodne i często Uber potrafi wygrać szybkim czasem dojazdu, nawet z dużymi korpo taksówkarskimi. Wadą jest, że Ubera nie można zamawiać przez telefon ani przez komputer, nie ma też apki pod Windows, nie działa zamawianie przez stronę www. Miałem zdarzenie, zepsuł mi się telefon i już Ubera nie zamówiłem, bo nie miałem po prostu jak ☹ To dość poważne ograniczenie w dobie trzymających ledwo jeden dzień baterii smartfonów i tu firmy „analogowe” z telefoniczną obsługą wygrywają z Uberem.

Ostatnio na Twoim wallu przeczytałem, że z niecierpliwością czekasz na uruchomienie wypożyczalni skuterów. Czy szykujesz się do zmiany swoich nawyków komunikacyjnych? A może powrót do pierwszej połowy lat 90., gdy – jak pamiętam – dojeżdżałeś do liceum motorem? Co skutery zmienią w Twoim poruszaniu się po mieście?

No właśnie! To jest nowa, bardzo sexi opcja transportowa na Warszawę! Od wielu lat marzy mi się ponowny zakup motocykla lub skutera, najlepiej elektrycznego (BMW produkuje taki bardzo fajny model dużego skutera elektrycznego, wyglądającego jak mały motocykl, ale cena jego zakupu jest dość mocno zaporowa ☹).Mógłbym wówczas poruszać się tanio, bez korków oraz parkować za darmo i szybko, bo praktycznie wszędzie. I okazuje się, że w 2017 roku w Warszawie otwierają się jednocześnie… aż 3 sieci ze skuterami publicznymi dzierżawionymi na minuty.

Sieci te działają w sumie na tej samej zasadzie jak Veturilo w rowerach, które wszyscy chwalą jako rozwiązanie modelowe. Dwie sieci – Blinkee i Jeden Ślad – mają skutery elektryczne, a trzecia sieć, Scroot, ma skutery klasyczne, benzynowe, o pojemności 125ccm, a więc dostępne już nie na dowód, jak sieci „elektryczne”, ale na prawo jazdy kategorii B lub A. Tylko że wtedy te skutery są znacznie szybsze (90 km/h vs 45 km/h) i dynamiczniejsze od tych elektrycznych, co mnie bardzo pociąga, bo do paru klientów chciałbym dojeżdżać obwodnicą ekspresową S8, a na ekspresówkę elektrykami nie można wjechać

Czekasz na te wypożyczalnie skuterów z niecierpliwością?

Oczywiście. Pojechałem już nawet na testy jazdy skuterem jednej z nich. Teraz już nie muszę kupować skutera za wiele tysięcy złotych 😊 Skuter w zakorkowanym mieście bije na głowę nawet motocykl. Motocykl jest co prawda bardzo szybkim środkiem transportu, w sumie najszybszym, ale okazuje się, że Warszawa jest tak zakorkowana, są tak małe przestrzenie między autami w korkach (głównie z winy nieprzywykłych do motocykli i skuterów kierowców), że w ciągu dnia businessowego, po prostu motocykle też potrafią już stać unieruchomione w korku. A skuter czy rower  zawsze się jakoś przebije. I zostawić go też łatwiej. Można też wjeżdżać np. na Starówkę – są przecież pojazdami bezemisyjnymi!

BlinkeeSkuterami sieci Jeden Ślad i Scroot – nie można opuszczać granic administracyjnych Warszawy, Blinkee ma taką opcję, ale bodajże tylko do 10 km od granicy miasta. Myślę, że sprawa sieci skuterów elektrycznych z czasem ewoluuje do takiego rozwiązania, że ludzie nie mający prawka, a jeżdżący często skuterami elektrycznymi, z czasem będą chcieli zrobić prawko kategorii B, aby umożliwić sobie jazdę skuterami szybszymi, do 125ccm właśnie. A że apetyt rośnie w trakcie jedzenia, to może za kilka lat okazać się, że będzie taka ilość kierowców z wyrobionym już prawem jazdy umożliwiających prowadzenie większych motocykli, że powstanie czwarta wypożyczalnia krótkoterminowa – dużych i szybkich dwuśladów ? Byłoby fajnie 😊

Tymczasem czekam na poprawę pogody. Myślę, że za 2-3 tygodnie zacznę robić pierwsze przejazdy skuterami wymienionych trzech sieci. Jak z Mokotowa na Bemowo, to będę starał się jechać obwodnicą, czyli pojadę skuterem firmy Scroot, jak z Mokotowa do ścisłego Centrum – to też już Blinkee i Jeden Ślad wchodzi w rachubę. Który będzie najbliżej, ten wezmę.

Wiesz, że w Warszawie władze miasta planują uruchomienie krótkoterminowej wypożyczalni samochodów. Zła wiadomość dla Ciebie, fana rozwiązań eko, że niestety nie będą to samochody elektryczne.

Nie ukrywam, że czekałem na uruchomienie sieci aut elektrycznych do krótkiego wynajmu. Ale na razie nie doczekałem się i słabo perspektywy warszawskie wyglądają póki co ☹. Mamy za małe wsparcie miasta dla aut elektrycznych. Brak infrastruktury ładowania tych aut jest główną przeszkodą, cena samych takich aut – kolejną. W swoich dalszych planach motoryzacyjnych – mam jednakże zakup auta hybrydowego typu plug-in, czyli hybrydy ładowanej z gniazdka. Na krótkich dystansach mamy w sumie do czynienia z autem semi-elektrycznym. Jak liczyłem – 90% przebiegu tego auta robiłbym na prądzie – koszt 7 złotych za 100km drogi 😊 I to jest przyszłość personalnej motoryzacji miejskiej 4-kołowej w Warszawie i innych dużych miastach. Tylko magistrat powinien to jakoś lepiej wspierać, np. dając duży rabat – może nawet 100% ?, na parkomaty, pozwalając wjeżdżać do miejsc, gdzie pojazdami spalinowymi nie można wjechać, wreszcie – udostępniając im buspasy. Przynajmniej na początku, bo gdy tych użytkowników będzie dużo, to temat jest do dyskusji. Po prostu urzędnicy naszego miasta – na razie kierunku „elektryka” – zwyczajnie nie czują.

KAROL KASPRZYK – rodowity warszawiak, zawodowy informatyk z ponad 20 letnim doświadczeniem w branży. Kiedyś dostawca rozwiązań informatycznych dla wielu przedsiębiorstw i organizacji. Obecna działalność – to głównie zarządzanie infrastrukturą informatyczną u kilku stałych klientów, rozrzuconych po całym mieście. Swoją pracę bazuje na narzędziach zdalnego zarządzania, ale co jakiś czas musi przemieścić się do siedziby klienta, aby usunąć awarię techniczną, czy dokonać fizycznej instalacji u klienta.

Fot. Pixabay, Facebook / Karol Kasprzyk, Fot. Blinkee – Piotr Tokarski/Sztuka Fotografii www.sztukafotografii.com