Warszawa, Plac Defilad oraz Pałac Kultury i Nauki
Przestrzeń Warsaw Smart City

Pałac Kultury i Nauki skończył 60 lat

Możemy nie lubić jego sylwetki. Możemy nienawidzić jego historii. Możemy do znudzenia powtarzać, że jest jak nóż wbity przez Stalina w serce Warszawy. Możemy narzekać, że dominuje nad miastem. Możemy w felietonach pisać, że należy go zburzyć. Ale i tak nic to nie zmieni. Pałac Kultury i Nauki stał się symbolem naszego miasta. Tuż obok syrenki, a może i nawet przed nią.

Oprócz zaszczytnego miana symbolu stolicy, Pałac Kultury i Nauki pełni obecnie wiele ról.

Warszawa, w przeciwieństwie do wielu innych miast, nie ma jednego ścisłego centrum. Warszawskie centrum jest niedookreślone. Mamy Stare Miasto, Nowy Świat krzyżujący się z Al. Jerozolimskimi, Pasaż Wiecha, okolice Dworca Centralnego, Plac Konstytucji i wiele innych lokalizacji, które w zależności od aktualnych potrzeb możemy uznać za centrum. W tym niedookreśleniu Pałac stał się kierunkowskazem miejskim, punktem orientacyjnym.

Ale Pałac to też ważny element życia miejskiego. W nim mieści się spora część biur stołecznego ratusza i w nim obradują stołeczni rajcy. Szkoda, że swojej siedziby w Pałacu nie ma Prezydent m.st. Warszawy. Ale za to są tutaj prywatne uczelnie wyższe, teatry, kina, muzea, a nade wszystko Pałac Młodzieży, czyli placówka, która wychowała tysiące warszawiaków.

Pałac, choć dość młody, to też zabytek wpisany do stosownego rejestru. Gazeta Stołeczna z 2 lutego 2007 r. pisała:

– Gmach w obecnej postaci jest w pełni reprezentatywnym oraz autentycznym dokumentem swojej epoki – uzasadnia decyzję Michał Czeredys. – Architekturę jego wnętrz nobilitują rozwiązania projektowe poszczególnych elementów wystroju, znakomite wykonawstwo oraz wysoka jakość zastosowanych materiałów. Są to w znacznej mierze dzieła polskich artystów i rzemieślników.

Konserwator uznał, że obiekt „posiada wartość historyczną, artystyczną i związaną z nimi wartość naukową, co oznacza, że jego zachowanie leży w interesie społecznym”. Odtąd bez zgody służb konserwatorskich nie będzie wolno przeprowadzać w nim większych zmian.

 

Niestety, Pałac w dzisiejszej Warszawie to też przykład patologii w zarządzaniu naszym miastem. To 26 lat niekompetencji wszystkich kolejnych prezydentów miasta w próbach zagospodarowania otoczenia Pałacu od strony ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. Symbolami tej niekompetencji są obskurny dworzec dla prywatnej komunikacji autobusowej oraz brak połączenia stacji metra Centrum z peronami stacji Warszawa-Śródmieście. Jakoś Niemcy umieli Plac Poczdamski i Plac Lipski zamienić w tętniące życiem centrum Berlina i sensownie rozwiązany węzeł komunikacyjny, choć jeszcze 25 lat temu w tych miejscach hulał wiatr. U nas nie da się.

Dziś Pałacu Kultury i Nauki wstydzić się nie możemy. Różnym mądralom chcącym burzyć Pałac sugeruję, aby zbudowali coś, co przyćmi jego wizerunek i sławę. Jeśli to zrobią, to chapeau bas. Jeśli nie, to niech lepiej się zamkną.

Jako przykład do naśladowania mogą wziąć Daniela Libeskinda, projektanta wieżowca Złota 44 („żagla”). W jednym z wywiadów mówił on:

Jako dziecko spędzałem w Warszawie mnóstwo czasu. I ilekroć tam jechałem, widok Pałacu Kultury kojarzył mi się ze zniewoleniem i zatrzymaniem polskiego ruchu wolnościowego. I po wielu latach dostałem okazję, żeby wytworzyć nowe skojarzenie, z wolnością. Sprawić, żeby ten obiekt przestał być jedyną dominantą centrum stolicy Polski. (…) Po prostu wierzę, że powstaną inne wspaniałe budynki, które doprowadzą do tego, że Pałac Kultury pozostanie tylko tłem, a nie pierwszym planem.